Jaka książka dla pierwszoklasisty?
Pracując z uczniami w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym wielokrotnie trafiałam na lektury, które poza „ładną okładką” nie wnosiły niczego w życie dziecka. Niepokoi fakt, że
w polskiej kulturze pedagogicznej nie podejmuje się dialogu z dzieckiem na niektóre tematy,
tzw. tematy tabu. Według mnie są dwa główne powody takiego postępowania.
Po pierwsze dorośli często uważają, że jest jeszcze za wcześnie, aby rozmawiać z dzieckiem na pewne tematy, zazwyczaj dotyczące przemocy, seksu, fizjologii czy różnego rodzaju patologii. Moim zdaniem jest to bardzo zgubne myślenie. Dzieci przecież tak samo jak dorośli są uczestnikami życia codziennego. Oglądają więc telewizję, słuchają opowieści kolegów ze szkoły, słyszą, co dzieje się za ścianą u sąsiadów czy też o czym mama rozmawia z koleżanką przez telefon. Dziecko pyta o wiele rzeczy chcąc po prostu lepiej zrozumieć otaczającą go rzeczywistość. Jednak bardzo często jego ciekawość świata, którą wyraża właśnie poprzez pytania jest wygaszana przez rodziców lub nauczycieli – a najczęściej jednych i drugich. Dziecięce pytania są zazwyczaj ignorowane lub zbywane odpowiedziami typu: „Jesteś jeszcze za mały”, „Jak dorośniesz to zrozumiesz”. Argumentem na to mają być przysłowia, podobno „mądrość narodu”, np. „Dzieci i ryby głosu nie mają”. A przecież jeżeli dziecko zadaje pytanie to oznacza, że właśnie teraz dany problem je nurtuje, że właśnie teraz chciałoby się czegoś dowiedzieć, coś zrozumieć. To wiąże się z kolei z następnym powodem, dla którego moim zdaniem dorośli nie podejmują rozmowy z dzieckiem na tematy tabu, jakim jest strach przed utratą rodzicielskiego autorytetu, błędnie rozumianego często jako narzucającego własne poglądy i przekonania.
Działania takie często mają zrzucić zasłonę na fakt, że dorośli boją się, że nie będą wiedzieli jak rozmawiać na tzw. trudne tematy i że nie będą potrafili udzielić odpowiedzi na pytania filozoficzne podobne do przedstawionych w książce „A dlaczego?” Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego: A dlaczego nie mogę być psem?, Kiedy zaczyna się jutro?, Czy anioły też mają wakacje? Czy kwiaty też mogą być smutne? jak też na pytania: Skąd się biorą dzieci? Czy jeśli dziadek umarł to ja też umrę? Czy jeśli mam nowego brata to przestaniesz mnie kochać?
W wyżej wymienionej książce autorka wręcz zachęca rodziców do „podtrzymywania dziecięcego głodu wiedzy” jak i do wyruszenia w „podróż w nieznane, tam gdzie my, dorośli, nie zawsze wszystko wiemy najlepiej”. Warto wyruszyć z dzieckiem w taką podróż, próbując wspólnie odnaleźć odpowiedź na nurtujące je pytania. Jestem przekonana, że bardzo często to właśnie rodzice mogliby się wiele od swoich dzieci nauczyć. Zazwyczaj dzieci dostrzegają więcej niż dorośli, mimo tego, że z kolei dorośli sądzą, że dzieci nie mają o czymś pojęcia. Doskonale pokazuje to scena z filmu „Leon zawodowiec” kiedy dwunastoletnia dziewczynka pochodząca
z patologicznej rodziny zadaje pytanie swojemu dorosłemu sąsiadowi: „Czy życie zawsze jest takie trudne czy tylko wtedy kiedy jesteś dzieckiem?”. Dorosłym często wydaje się, że mają udzielić odpowiedzi na stawiane przez dzieci pytania, a przecież chodzi o sam proces jak zachodzi
w dziecięcym poszukiwaniu i nazywaniu świata.
Książki mają zachęcić do rozmowy, jak również pomóc rodzicom, dać wskazówki jak rozmawiać z dziećmi na trudne tematy. Dostępnych jest coraz więcej książek opowiadających
o różnych problemach dzieci np. „Nie lubię łaskotek” – mówiąca o tym, że dziecko ma prawo do mówienia „nie”, „Powiedz komuś” – poruszająca również temat praw dziecka, czy „Będziemy mieli drugie dziecko”- ukazująca, że jeśli w rodzinie pojawia się młodszy brat lub siostra, to rodzice będą kochać swoje pierwsze dziecko ciągle tak samo. Niestety w polskiej kulturze panuje nastawienie, żeby dzieciom jak najdłużej oszczędzić stresu i uchronić je przed wyjawieniem, że świat nie zawsze jest tak piękny i idealny jak się go przedstawia w bajkach. Tylko, że myśląc
w ten sposób, paradoksalnie, krzywdzimy dzieci, a przynajmniej narażamy je na to, że kiedy znajdą się w trudnej sytuacji nie będą umiały sobie z nią poradzić. I tutaj dochodzimy do kolejnego punktu, a mianowicie bagatelizowania przez dorosłych problemów dzieci. Dorośli nie zdają sobie sprawy jak wiele sytuacji stanowi dla dzieci problem, z którym muszą sobie poradzić, który muszą przepracować np. jakże częsty w dzisiejszych czasach rozwód rodziców, przemoc
w rodzinie czy w szkole, ale także pojawienie się rodzeństwa czy rekonstrukcja rodziny. Problemy dzieci są tak samo ważne jak problemy dorosłych. Wydaje się także, że wiele problemów rodzi się już w chwili, gdy nie traktujemy dziecka jako człowieka. Tak jakby zasób praw dziecięcych nie był równy z zasobem praw dziecka. Często w wypowiedziach pojawia się pojęcie „mały człowiek”, ale to przecież człowiek który też może mieć swoje lepsze i gorsze dni, lepszy lub gorszy nastrój
i który bardzo silnie przeżywa swoje problemy, które dorosłym wydają się równie małe jak dzieci. Szczególną rolę odgrywa tu język, który jako nośnik wiedzy spłyca i pomniejsza ważność problemów dziecka używając podczas rozmowy wielu zdrobnień, których nie użyliby w rozmowie z drugim dorosłym. Fantastycznie opisuje to cytat Janusza Korczaka, który znalazłam w książce „Pedagogika wczesnoszkolna – dyskursy, problemy, rozwiązania” pod redakcją Doroty Klus-Stańskiej i Marii Szczepskiej-Pustkowskiej: „Bo dorosłemu nikt nie powie: Wynoś się!, a dziecku często się tak mówi. Zawsze jak dorosły się krząta, to dziecko się plącze, dorosły żartuje,
a dziecko błaznuje, dorosły płacze, a dziecko się maże i beczy, dorosły jest ruchliwy, dziecko wiercipięta, dorosły smutny, a dziecko skrzywione, dorosły roztargniony, dziecko gawron, fujara. Dorosły się zamyślił, dziecko zagapiło. Dorosły robi coś powoli, a dziecko się guzdrze”.
Myślę, że dużo korzystniej byłoby gdyby np. zamiast wypełniania kolejnych kart pracy dzieci mogły z nauczycielem pracować nad książkami uczącymi rozwiązywania problemów i nie dającymi gotowych odpowiedzi. Mogłyby je wprost współtworzyć. Byłaby to świetna okazja zdobywania wiedzy i nazywania świata. Badać, odkrywać, pytać to zachować radość dzieciństwa
i mimo zderzenia ze światem dorosłych, żyć pełnią życia. Skorzystaliby na tym sami dorośli… Musieliby uznać w dzieciach partnera intelektualnych poszukiwań.
Opracowała Anna Krefta
Tekst powstał w ramach projektu „Uwaga! Sposób na sukces” współfinansowanego ze środków Unii Europejskiej w ramach Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki